Radio Białystok | Wiadomości | W Białymstoku zakończył się proces odwoławczy grupy przestępczej zajmującej się oszustwami
Przed Sądem Apelacyjnym w Białymstoku zakończył się w środę (14.04) proces odwoławczy ośmiu mężczyzn, w pierwszej instancji skazanych za działalność w grupie zajmującej się oszustwami metodą "na wnuczka" i "na policjanta". Straty osób, które dały się w ten sposób oszukać i przekazały przestępcom pieniądze, przekroczyły 800 tys. zł.
Obrońcy chcą łagodniejszych kar więzienia
Sąd apelacyjny zajmował się apelacjami obrońców, którzy chcą łagodniejszych kar więzienia, ale przede wszystkim kwestionują sposób naprawienia szkody, o którym nieprawomocnie zdecydowała pierwsza instancja. Sąd Okręgowy w Białymstoku zdecydował bowiem, że skazani mają pieniądze osobom poszkodowanym zwrócić solidarnie. Obrońcy chcą, by każdy z oskarżonych odpowiedział w zakresie swojej odpowiedzialności za przestępstwo i w relacji do osiągniętego zysku.
Prokuratura i pełnomocnicy oskarżycieli posiłkowych wnioskują o oddalenie tych apelacji i utrzymanie wyroku. Orzeczenie ma być ogłoszone w piątek (16.04).
Sprawa dotyczy oszustw sprzed kilku lat. Według aktu oskarżenia Prokuratury Okręgowej w Białymstoku, grupa przestępcza działała m.in. Białymstoku, Elblągu, Kaliszu, Rzeszowie, Kielcach, Wrocławiu, Sosnowcu, Sopocie czy Lublinie; aktem oskarżenia objęto ok. czterdziestu czynów - dokonanych przestępstw lub ich usiłowań czyli sytuacji, gdy osoby, do których oszuści dzwonili nie dały się przekonać, że np. biorą udział w policyjnej akcji i że zagrożone są ich oszczędności.
Oskarżono łącznie dziewięć osób. W ocenie prokuratury, były to osoby zajmujące w grupie różne pozycje, więc nie tylko tych, którzy bezpośrednio odbierali pieniądze. Ze śledztwa wyłączono do odrębnego postępowania sprawę kilku innych podejrzanych, którzy byli dzwoniącymi (prawdopodobnie z Niemiec i Wysp Brytyjskich) do wytypowanych osób i - manipulując nimi - przekonywali do przekazania pieniędzy.
Sąd skazał całą grupę na kary od 7 miesięcy do 3 lat więzienia i grzywny
W ubiegłym roku Sąd Okręgowy w Białymstoku skazał całą grupę na kary od 7 miesięcy do 3 lat więzienia i grzywny, z których maksymalna to 12 tys. zł; w jednym przypadku była to kara w zawieszeniu i ten wyrok jest już prawomocny. W pozostałych ośmiu przypadkach do sądu apelacyjnego wpłynęły odwołania.
Obrońcy chcą łagodniejszych kar więzienia, również w kilku przypadkach odstąpienia od zasądzenia grzywny, ale przede wszystkim kwestionują sposób naprawienia szkody. Chodzi łącznie o ponad 800 tys. zł, którą to kwotę - po uprawomocnieniu się wyroku - skazani musieliby zapłacić solidarnie pokrzywdzonym. Adwokaci chcą, by była to odpowiedzialność nie solidarna (osoba pokrzywdzona może się wtedy o pełną kwotę zwrócić do dowolnego ze skazanych), a według udziału w przestępstwie i osiągniętych korzyści (tzw. pro rata parte).
Prokuratura i oskarżyciele posiłkowi chcą utrzymania kar.
Orzeczenie kar niższych byłoby niezasadnym premiowaniem sprawców przestępstw, które zresztą w tym wydaniu są wyjątkowo perfidne. A jak słychać z przekazów medialnych, jak i doświadczenia z spraw, które pojawiają się w prokuraturze, te przestępstwa ciągle mają miejsce
- mówiła prok. Elżbieta Czupryńska z Prokuratury Okręgowej w Białymstoku.
Podkreślała, że solidarny obowiązek naprawienia szkody ma na celu uchronienie pokrzywdzonych od tego, aby dochodzili swoich roszczeń na drodze cywilnej.
Nie ma podstaw do ulgowego traktowania oskarżonych poprzez nałożenie na nich obowiązku naprawienia jedynie części szkody, np. stosownie do roli w przestępstwie czy skali korzystania z owoców tego przestępstwa
- powiedziała, odnosząc się do apelacji obrońców.
Podkreślała przy tym, że surowość kar ale i pozbawienie sprawców korzyści osiągniętych z przestępstw pomoże powstrzymać inne osoby od ich popełniania.
Również pełnomocnicy osób pokrzywdzonych akcentowali konieczność utrzymania solidarnego obowiązku naprawienia szkody.
Sąd pierwszej instancji kierował się - i słusznie - przede wszystkim dobrem pokrzywdzonych, by stworzyć im jak najszersze możliwości odzyskania utraconych dóbr i odzyskania pieniędzy, które w sposób naiwny stracili
- mówił mec. Adrian Wyszomierski.
Dodał, że w - ocenie oskarżycieli posiłkowych - kary należy uznać raczej za rażąco łagodne, a nie surowe. Mówił, że przestępcy wykorzystywali naiwność ludzi i często pozbawiali ich oszczędności całego życia. "Ten wyrok, który zapadnie, musi odstraszać także potencjalnych, przyszłych sprawców" - mówił.